Wczorajsza decyzja Philippa Hildebranda, który zdecydował się zrezygnować ze skutkiem natychmiastowym ze stanowiska szefa Narodowego Banku Szwajcarii, mogła być nieco zaskakująca. Zwłaszcza, że jeszcze w ubiegłym tygodniu dawał on do zrozumienia, iż nie rozważa swojej rezygnacji i nie informował swojej żony o planowanej interwencji na rynku franka w dniu 6 września (Kashya Hildebrand kupiła w połowie sierpnia 500 tys. USD/CHF).Zobacz cały artykuł w serwisie biznes.interia.pl »